4. Dzień dobry, nazywam się Radosław

Radek wiedział, że była u mamy. Oczywiście, że nie dzwonili do siebie. Po co? Po trzech latach wspólnego mieszkania i czterech bycia ze sobą, po co dzwonić? Co mogliby sobie niby to powiedzieć? „Cześć, jestem u mamy”. „No wiem”. „A ja wróciłem z pracy i oglądam telewizję” „Też wiem”. Coś jeszcze?  Pomimo jednak wszystko gdy taksówka podjechała pod klatkę schodową miała już w głowie opowieść o tym, jak to się mama czuje, i że niestety znowu tyje, no oczywiście używa za dużo soli i w ogóle to lepiej by się trochę poruszała, np. codziennie spacer z kijkami na około parku, albo – w cholerę – przez park.
- O, jesteś – powiedział na przywitanie.
- Cześć – rzuciła wtarabaniając się do środka.
- Jak u mamy?
- Okej… Pooglądałyśmy telewizję.. Nic szczególnego.
„O kurwa! A co było w telewizji?!” To był głupi strzał. Jak tak kłamie, to powinna była sprawdzić to lepiej. Zajrzeć do programu co najmniej… Kurwa, jaka jestem głupia!
Zdjęła buty i na bosaka przemknęła do pokoju.
- Muszę się przebrać i zapierdalam do banku! - krzyknęła z sypialni.
Chwila milczenia. W końcu się odezwał.
- Znowu przeklinasz. Tak było cicho i spokojnie przez tych parę godzin…
Zrzuciła żabi strój, jak mawiał o tym komplecie Radek. Figi, oczywiście też musiała zmienić. Ściągając je przypomniała sobie jak Borys rzucił ją na to wielkie łóżko. Szarpała się wtedy ze swoimi spodniami jak idiotka, śmiejąc się przy tym nieprzytomnie. Majtki ściągnął jej sam. „Zębami…hi, hi, hi” Na caaaałeeee szczęście była ogolona… Nie zawsze przecież jest!
„Nie czas, nie czas” – pomyślała. Włożyła „pieprzony strój bankowca”.
- Lecę do pracy – rzuciła mu z przedpokoju.
-Widzę
Po chwili Radek zmienił ton
- A jadłaś choć coś? Nie jesteś głodna?
Zachowa teraz zimną krew. „Te same?” Popatrzyła na szpilki
- A myślisz, ze mama wypuściła by mnie bez śniadania? – powiedziała z lekkim tryumfem.
Wybiegła trzaskając drzwiami..
„Boże jaka jestem głodna! I po chuj on mówił o tym śniadaniu!”
O! Przypomniała sobie o maszynie z batonami stojącą przed wejściem do metra.

Po jej wyjściu, a właściwie wypadzie, Radek spojrzał na ekran komputera z większym spokojem. To, co zobaczył napawało go szczerym zadowoleniem. „Taaak. Podziemny w tym wypadku to będzie Underbelly, czyli jakby „podbrzuszny”. Taak. To jest okej. „The underbelly life of a male”.
Wrócił mu obraz spieszącej się Ewy. Bardzo lubił jak po pracy, nie zachodząc nawet do ich mieszkania jego dziewczyna jechała do swojej matki.
Miał wtedy spokój.
Nic nie musiał.
Ale mógł wiele.

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.