1. „Dam ci za to 25 tysięcy”

- Dam ci za to dwadzieścia pięć tysięcy – powiedział nagle
- Za co?
- Za seks
Stała tuż przed otwartą windą apartamentu. Gotowa do wyjścia. Długa, biało czarna chusta arafatka oplatające jej szyję zwisała jednym koniuszkiem tuż nad oliwkową połę żakietu. Przed sobą trzymała dwoma rękoma torbę, podróbkę Prady. Obcisłe ciemno zielone rurki ze sztucznej skóry opinały jej jędrne uda. I te szpilki. Jak ona mogła w nich tańczyć zeszłej nocy?
- Nie rozumiem.. Jak, „dam ci, 25 tysięcy”? – spytała rozbawiona.
Nawet nie mrugnął. Jego serce waliło nieprzytomnie. Siedział na sofie, rozparty, z jedną podwiniętą nogą, w rozpiętej koszuli, w mokasynach, bez skarpetek. Starał się opanować oddech. Dokładnie tak, jak był uczony na zajęciach dla VIP-ów w jednej z placówek odziedziczonych po CIA. Kurs, dotyczył umiejętności przetrwania w razie porwania. Ten akurat kawałek traktował o umiejętności oszukiwania wariografu.
Właśnie teraz oszukiwał wariograf.
Przeleciał w pamięci zalecenia Dave’a – „licz do trzech i wydech, do dwóch i wdech, do trzech i wydech”. Okej, zadziało. Serce zwolniło. „Jestem spokojny…”
- Jak zrobisz ze mną jeszcze raz, to samo… Ale teraz świadomie. Zapłacę ci dwadzieścia pięć tysięcy złotych – powiedział wolno – Chce takiego samego seksu, chcę tego co zrobiliśmy tej nocy. Dokładnie. I z tymi samymi baśniowymi elementami.
Nie śmiała się już. Jakby zrozumiała.
- Kurwa, kim ty jesteś?! 25 tysięcy za zwykłe pierdolenie?! – prawie krzyknęła
- Nie zwykłe..
- Pomimo wszystko to był tylko seks. No, może trochę inny. Bardziej…- zawahała się – urozmaicony
- Dwadzieścia pięć tysięcy jak zjawisz się tutaj jutro o dwudziestej.. Może być o dwudziestej? Okej? Zanim to zrobimy, włożysz do torby dwadzieścia pięć tysięcy, złotych, ok?
- Ja pierdolę…- wypaliła od razu – Co za świr! Ty jesteś kurwa jebnięty?! A już chciałam powiedzieć, że było ekstra.
Odwróciła się na pięcie i weszła do windy dedykowanej specjalnie dla „president’s apartament”.

Jak on to powiedział? „Baśniowymi elementami”? O ja pierdolę, co za typas! – pomyślała odwracając się. Patrzyli na siebie jeszcze przez dobrą chwilę, zanim bezszelestne, ażurowe drzwi odgrodziły ich od siebie. Chciała wcisnąć przycisk ale stangret ją uprzedził. Nie zauważyła tego faceta. Jego surdut, czapka, a nawet białe rękawiczki idealnie zlewały się z przestrzenią windy.

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.