8. Pomimo wzwodu Radek rozmyśla…

- Znowu wolny wieczór! – cieszyło go to niezmiernie. Wpierw odwiedzi swojego ojca, tak jak obiecał Ewie, a potem wpadnie do klubu…Taaak. Pięknie! Rozmarzył się. Przyszywana część ciała naparła na spodnie. Pochylił się więc do przodu i przysunął do biurka, tym samym pacyfikując erekcję.
Obok komputera leżał kupon lotto wypełniony i przygotowany na dzisiejszą kumulację. „Kurwa.. o ile wszystko byłoby prostsze!” – pomyślał patrząc na pomarańczowy, prostokątny druczek niosący nadzieję dozgonnego szczęścia. „Może, może, może…”.
Cała rzecz polegała na prostej kalkulacji. Ojciec nie ma prawa wiedzieć o nim wszystkiego. Inaczej mógłby utracić majątek, który czeka, by spokojnie i bez niepotrzebnych turbulencji przejść w jego ręce. Musi więc udawać przykładnego chłopaka, przykładnej polskiej dziewczyny.
Jak na razie ojciec jest spacyfikowany, nie nalega na ślub. Nawet nie ciśnie o wnuki. Na całe szczęście! Zresztą, człowiekowi 94 letniemu, niewiele z wnuków by przyszło.
Wpatrywał się w monitor i angielskie tłumaczenie książki. nad którą pracował. Wielokrotnie się zastanawiał co będzie jak ojciec w końcu umrze, a on odziedziczy cały ten szmal. Czy dalej będzie rzeźbił w słowie, układał kunsztowne frazy używając przy tym naprzemiennie dialektu – raz z północnego Londynu, a raz z Cambridge na przykład? Uwielbia to! Zastanawiać się, czasami po kilka godzin, jakiego słowa użyć, jaką przemyślną konstrukcję zastosować. O! Chociażby coś takiego: I’m terribly amused by the gap between what men declare, and what they actually do. Primarily, what they TELL other women and what they DO; what they say they feel, and what they actually feel. What they tell their beloved wives, girlfriends, lovers, about, for example, where they were, and where they really were…
Nie potrafił na to pytanie jeszcze odpowiedzieć. Jedno jednak wiedział na pewno. Związku z tym, że z lotto teraz czy kiedykolwiek pewnie będą nici, to kurwa zrobi wszystko by nie spieprzyć sprawy i nie zaprzepaścić szansy na odziedziczenie trzech warszawskich kamienic.
A kasa to jest kasa i nic prócz kasy się nie liczy
„I chuj” – jakby dodała jego dziewczyna, Ewa.

Radosław wstał po jakimś czasie z nad swojego ukochanego sosnowego biurka. Skorzystał z toalety. W przedpokoju zdjął kapcie, układając je przy tym na baczność. Wsunął na nogi zawiązywane zamszowe półbuciki, nałożył kurtkę budrysówkę z wielkimi guzikami po dwóch stronach, przez ramię przewiesił torbę z materiału w rastamańskich barwach i wyszedł. Radek. Mężczyzna 35 letni, wysoki i rzeczywiście szczupły.

7. „Kochanie, nie czekaj na mnie z kolacją, bo idę się dymać”

- Wyobraź sobie, że mama zadzwoniła i prosiła, bym do niej przyjechała dzisiaj tez, bo czuje, że po jeszcze jednym wieczorze ze mną naprawdę weźmie się za siebie!
Jej głos brzmiał czysto i naturalnie. A nawet pełen jakiejś.. nadziei? Przynajmniej tak chciała.
- Jasne. Wiesz co? Ja też pojadę do swojego taty – odpowiedział Radek
- No pewnie…Na pewno będę na śniadanie. Przygotujesz coś fajnego? Tą sobotę mam wolną
- Okej
- No to pa..
 
No. Najważniejszą sprawę załatwiła. Trochę była wkurzona, że idzie na balety w stroju służbowym, ale co tam. Idzie przecież na dymanie, a nie jakieś tam przyjęcie! Jezus Maria! Przypomniała sobie, ze nie goliła dzisiaj cipki, więc ma tam delikatną jeszcze, ale jednak, szczecinkę. Kurcze…No nic. Zanim cokolwiek, to będzie musiała zamknąć się w łazience i doprowadzić się do porządku. Musi wstąpić do jakiejś drogerii po maszynkę i krem do golenia. Okej, okej.. Dam radę. Będzie też miała pretekst by odwiedzić MM.
 

6. Borys milioner

Wskoczył w ręcznie szyte skórzane pantofle Zegna Limited Edition kosztujące 5 tysięcy. Ze stoliczka ściągnął zegarek: diamentową Omegę Tourbillona wartego pół miliona i położył go na przegubie.
Przywołał Leona.
- Pojedziesz do delikatesów Almy na Pragę. Kupisz trzydzieści deko sera Pecorino i Boschetto z truflami oraz piętnaście deko hiszpańskiej szynki Iberica. Tam dostaniesz też bombonierkę od Kathy Chocolaterie. Chcę dwie.  Wpadniesz na Plac Trzech Krzyży do manufaktury Ermanegildo Zegna i weźmiesz dla mnie garnitur, Napoli Couture. Powiesz , że dla mnie, oni wiedzą. Zapłacisz razem, czekaj.. garnitur około 9 tysięcy , za przekąski… czekaj Iberica 800 euro za kilo, to będzie…. Razem niecałe 12,5 tysiąca złotych.
- Hej, czekaj… Byłbym zapomniał. Pojedziesz do biura i z barku wyciągniesz butelkę Macallan Millennium Decanter. Tylko uważaj, bo to jest droższa sprawa, trzydzieści tysięcy złotych za butelkę, więc  spróbuj jej nie zbić!

Leon lekko się zaczerwienił. To już mu się zdarzyło. Nie wie dokładnie ile musiała wynosić strata, ale gdy jego szef powiedział, „to sherry które stłukłeś, było bardzo cenne Leonie” znaczyło, że kosztowało minimum tyle, co jego prywatne  Audi A6.

Borys poczuł, że zaschło mu w gardle. Wziął do ręki szampana Dom Perignon Rose Vintage z 1996 roku w słusznej cenie  i wlał kilkaset złotych do smukłego kieliszka.

Leon stał wyprostowany bez słowa. Odczekał jeszcze obowiązkowe sześć sekund. Pan Borys milczał więc uznał, że to wszystko i skierował się do windy.

Po wyjściu Leona Borys skonstatował, że jednak nie wypada pojawić się w mieście w stroju, nawet eleganckim, to prawda, ale jednak z sieciówki. Podszedł wiec do garderoby, zajmującej w tym 55 metrowym pokoju całą północną ścianę. Przesunął dłonią nad fotokomórką i kryształowe drzwi się otworzyły.

Spojrzał na swoją małą, acz – był przekonany – gustowną kolekcję:

Pierwszy garnitur zaprojektowany przez Alexandra Amosu, uszyty został z rzadko spotykanej wełny, przy użyciu platynowych i złotych nici. Całość dopełniały guziki z 18-karatowego złota, wysadzane brylantami. Stworzenie tego dzieła krawcom zabiera blisko 80 godzin, więc rocznie powstaje nie więcej niż 300 takich kompletów, Zapłacił za niego 360 tysięcy złotych.

Następny był dziełem londyńskiego krawca Wiliama Westmancotta. Nie był najdroższy, ale też nie najtańszy. Za garnitur z kamizelką zapłacił około 30 tysięcy funtów.

Kolejny, piękny granat, to  garnitur z Kiton, chyba najbardziej prestiżowego domu mody na świecie. Garnitur, na który patrzył, wykonany w całości ręcznie zajął 45 krawcom około 25 godzin, i zapłacił zeń około 20 tysięcy dolarów

Ostatni garnitur z jego niewielkiej kolekcji uszył Desmond Merrion z londyńskiej Savile Row i zapłacił za niego, by nie skłamać, coś około 47 tysięcy dolarów.

Po prawej stronie garnitury, po lewej koszule, dalej spodnie. I oczywiście kilkadziesiąt par butów. W sumie patałaszki za dwa, trzy miliony złotych. Uśmiechnął się do siebie.

Wszystko to by oddał, za seks na swoich warunkach. Wróć. Inaczej. Wszystko to by oddał za seks z tamtą dziewczyną na swoich warunkach.

I nagle zimny pot wystąpił mu na czoło:

„Ile?! Ile ja jej zaproponowałem ?! 25 tysięcy złotych ??!!   T y l k o  ? ? ?Przecież za tak śmiesznie niską kwotę, ona może po prostu NIE PRZYJŚĆ !!
Fuck !!!”

 

 

 

5. Ewa w krainie Korpo i perwersji.

Wpadła do banku już po dziewiątej. Marta odczekała nie dłużej niż pięć minut. Stanęła nad nią trzymając w ręce raporty.
- No powiedz mi. Jak zamierzasz dowieść swój plan w gotówce? Nie masz nic w procesie. Żadnych spotkań. Nic. Kompletnie nic. Oczekuję konkretnych działań!
- Wiem, ze nie mam. Liczę na cud
Ewa patrzyła ze spokojem na wydzierającą się nad nią szefową. Marta otworzyła szerzej oczy.
- Wiesz, co by było gdybym tak odpowiedziała swojemu szefowi?
- Nie wiem, nie rozmawiam z twoim szefem, tylko ze swoim
Marta kręciła głową z niedowierzaniem
- Bawi cię to? Nie wiem jak to zrobisz ale ma być! – powiedziała, po czym
zrobiła twista na pięcie i wyszła.
Ewa odwróciła się do swojego kompa i spojrzała w ekran.
Że też wygenerowałam sobie taką stratę za poprzedni miesiąc – pomyślała – Może ten będzie lepszy. Kurwa mać! „Grunt to pozytywnie się nastawić”, jak to mówi dyrektor regionu. „Umiejętności są w głowie. Jak uwierzysz, że dasz radę, to na pewno dasz radę”. Mhhhhm. Jasne… Na dzień dobry rejestracja zgonu. Taaa. Na denacie plan na pewno zrobię. Pieprzona infolinia! Tylko do procedury potrafią człowieka odesłać. Dobra. Ogarnę. Dzień wariatów!
W dwie godziny później miała już serdecznie dosyć. Przyszła do niej kobieta składać zażalenie oraz reklamacje  gdyż komornik zajął jej konto.
„Ludzieeee. Jak się ma długi to proste, że prędzej czy później komornik do konta zapuka. A co to moja wina?? Jeszcze pretensje do całego świata. Buuu..”
Po jakimś czasie na ekranie pojawił się kolejny, znany komunikat.
„Nie wierzę! Kolejny pieprzony zgon!!! Czemu ci ludzie tak umierają?! Ja chce mieć sprzedaż! Co ja jestem, do cholery? Jakiś pieprzony urzędnik pogrzebowy?!  Minęło już trzy tygodnie a ja w tym czasie uruchomiłam dopiero 10 tysięcy! To są jakieś kpiny!”

Na przerwie wróciła myślami do tego gostka, jak mu tam, acha, Borys. Co za imię, cha, cha… Jej mama słuchała Stana Borysa. „Annnaaaa….aaaaa” czy coś takiego.  Pomimo wszystko to było szalone. Szła ulicą, w tłumie ludzi wracających z pracy, a facet wpadł właśnie na nią! I co ją podkusiło, by od razu tak, bez zastanowienia zgodzić się na obiad? Pewnie to, że bardzo ładnie pachniał. Czuła, że to nie jakieś podroby ale solidne i drogie perfumy. Złapała się na tym, że jak wyglądał i jak pachniał było ważniejsze od tego, że mógłby być jej ojcem! Taaak. Postanowiła. Dzisiaj, o dwudziestej, także „odwiedzi mamę. I pewnie także zostanie u niej na całą noc”. I to pomimo tych „elementów baśniowych” jak  nazwał te świństwa, które z nią uskuteczniał.
Ciekawe jak ten facet wywinie się z tych dwudziestu pięciu tysięcy, które jej obiecał za to, że przyjdzie – pomyślała

 

 

4. Dzień dobry, nazywam się Radosław

Radek wiedział, że była u mamy. Oczywiście, że nie dzwonili do siebie. Po co? Po trzech latach wspólnego mieszkania i czterech bycia ze sobą, po co dzwonić? Co mogliby sobie niby to powiedzieć? „Cześć, jestem u mamy”. „No wiem”. „A ja wróciłem z pracy i oglądam telewizję” „Też wiem”. Coś jeszcze?  Pomimo jednak wszystko gdy taksówka podjechała pod klatkę schodową miała już w głowie opowieść o tym, jak to się mama czuje, i że niestety znowu tyje, no oczywiście używa za dużo soli i w ogóle to lepiej by się trochę poruszała, np. codziennie spacer z kijkami na około parku, albo – w cholerę – przez park.
- O, jesteś – powiedział na przywitanie.
- Cześć – rzuciła wtarabaniając się do środka.
- Jak u mamy?
- Okej… Pooglądałyśmy telewizję.. Nic szczególnego.
„O kurwa! A co było w telewizji?!” To był głupi strzał. Jak tak kłamie, to powinna była sprawdzić to lepiej. Zajrzeć do programu co najmniej… Kurwa, jaka jestem głupia!
Zdjęła buty i na bosaka przemknęła do pokoju.
- Muszę się przebrać i zapierdalam do banku! - krzyknęła z sypialni.
Chwila milczenia. W końcu się odezwał.
- Znowu przeklinasz. Tak było cicho i spokojnie przez tych parę godzin…
Zrzuciła żabi strój, jak mawiał o tym komplecie Radek. Figi, oczywiście też musiała zmienić. Ściągając je przypomniała sobie jak Borys rzucił ją na to wielkie łóżko. Szarpała się wtedy ze swoimi spodniami jak idiotka, śmiejąc się przy tym nieprzytomnie. Majtki ściągnął jej sam. „Zębami…hi, hi, hi” Na caaaałeeee szczęście była ogolona… Nie zawsze przecież jest!
„Nie czas, nie czas” – pomyślała. Włożyła „pieprzony strój bankowca”.
- Lecę do pracy – rzuciła mu z przedpokoju.
-Widzę
Po chwili Radek zmienił ton
- A jadłaś choć coś? Nie jesteś głodna?
Zachowa teraz zimną krew. „Te same?” Popatrzyła na szpilki
- A myślisz, ze mama wypuściła by mnie bez śniadania? – powiedziała z lekkim tryumfem.
Wybiegła trzaskając drzwiami..
„Boże jaka jestem głodna! I po chuj on mówił o tym śniadaniu!”
O! Przypomniała sobie o maszynie z batonami stojącą przed wejściem do metra.

Po jej wyjściu, a właściwie wypadzie, Radek spojrzał na ekran komputera z większym spokojem. To, co zobaczył napawało go szczerym zadowoleniem. „Taaak. Podziemny w tym wypadku to będzie Underbelly, czyli jakby „podbrzuszny”. Taak. To jest okej. „The underbelly life of a male”.
Wrócił mu obraz spieszącej się Ewy. Bardzo lubił jak po pracy, nie zachodząc nawet do ich mieszkania jego dziewczyna jechała do swojej matki.
Miał wtedy spokój.
Nic nie musiał.
Ale mógł wiele.

3. „Wszystko co kocham”

Po jej wyjściu, w swoim stylu zaczął analizować to, co się właśnie wydarzyło. Po pierwsze: przeżył fantastyczny seks z dziewczyną, którą poderwał na ulicy. Sam podryw był kuriozalny. Uciekając przez ulicę w zabawie swojemu ochroniarzowi, wpadł na tę pannicę przecież przez przypadek. Grzecznie przeprosił i w ramach rekompensaty zaproponował kawę. Ona spojrzała na niego i wybuchła śmiechem. On też zaczął się śmiać. „Kawa?” Nonsens przecież!” Zaproponował więc obiad w , najdroższej restauracji w Wawie. Tak od razu, bez namysłu. Leonowi – ochroniarzowi kazał sprowadzić auto, jedynego Aston Martin Vulcan’a w mieście. Wszystko rejestrował; nie zrobił by tego, gdyby nie był pewny spontaniczności Ewy. Wiedział na sto procent, że dziewczyna przyjęła zaproszenie od „faceta z ulicy”, a nie milionera. Nic o nim nie wiedziała. Nawet teraz, nie wiedziała kim jest. A potem już się potoczyło. Obiad i niesamowita, angażująca rozmowa, fantastyczna zabawa w klubie,  seks i to, co kochał najbardziej. Realizację swojej fantazji, która zawsze, ale to zawsze dawała i dawać będzie kopa lepszego niż najlepsze dragi świata. Mówił do siebie: niech wszyscy zabiorą sobie heroinę, morfinę, kokainę, marihuanę, alkohol, najlepsze dziewczyny na świecie i radość z bycia bogatym – a zostawią mu tylko realizację tego jednego, seksualnego motywu. No dobra, szczególnego  zboczenia. Analizował dalej: po drugie – dziewczyna nie przeraziła się, nie wzywała pomocy, nie żądała gigantycznego odszkodowania. Nic! Co prawda, spytał, czy nigdy tego wcześniej nie robiła – i nie robiła, ale była w tym normalna! Jak on to kochał! Jej to nie przeszkadzało! A po wszystkim śmiała się i wydawała zadowolona z takiego przebiegu spraw. A gdyby ją to też podniecało? Rozpromienił się i natychmiast dostał wzwodu. Sterczący namiot w spodniach wyglądał groteskowo. Nieee… Według statystyk tylko 0,003 procent populacji ludzkości jest otwarta na takie doświadczenia. Konkluzja jest taka: po raz pierwszy spotkał w życiu kobietę, której nie musiał za realizację swojej fantazji płacić! Bo z prostytutkami jest tak, że owszem, zrobią to za pieniądze, ale primo, zrobią to z musu, a secundo, jak się jakaś wkurzy lub go rozpozna, lub po prostu ma kryminalne skłonności, to może go szantażować. A pomimo wszystko, jego gigantyczny majątek może zacząć się kurczyć,  po ujawnieniu, co on z robi z tymi pannicami w łóżku… Wracając do Ewy. Ile jej obiecał? 25 tysięcy złotych? Jego fortuna to grubo ponad 3 miliardy.Co to jest więc 25 tysięcy za – jak to było? „Wszystko co kocham”?.

2. Tyle płacić za seks? Jasne, jasne…

Idąc Marszałkowską myślała trzeźwo, albo przy najmniej tak się jej wydawało. Nigdy, ale to nigdy, nigdy tego nie robiła i nie zamierzała robić. O ja pierdole! Ja rozumiem, jak taka jazda wyjdzie w trakcie seksu, no, ale żeby… O Matko Święta! Nie była pruderyjna. Mnóstwo rzeczy ją bawiło w dymaniu. Nie przepadała za analem – chociaż, jak jest dobra jazda, podniecenie na maksa… Tak samo te inne bajery, na przykład z tymi pięściami w cipce. No dobra. Ale ten numer! O kurwa! O tych pieniądzach nie myślała w ogóle. Przez chwilę. No co za typ! Dwadzieścia pięć tysięcy złotych! Cha, cha, cha… No nieźle! Która dziwka w mieście tyle dostanie za noc, no która? Ta myśl nie tylko ją rozbawiła ale też musiała przyznać, podniosła jej pewność siebie. Tym bardziej że przecież dziwką, kurwą ani nawet prostytutką nie była. One tyle biorą? O Boże! A to ździry! Chociaż ten dureń musiał przesadzić. 25 tysięcy? No nie… Bogaty skurwysyn, to na pewno. Ale 25 tysięcy za dymanie? Nie.. Niiieeee mmoooożliiiiweee i koniec. Złapała taksówkę.

- Stare Bielany – rzuciła jeszcze kierowcy.

Po raz ostatni wróciła myślami do poprzedniej nocy. Ale ma gość fantazję! 25 tysięcy złotych!!  Musiała jednak skupić się na czymś innym. Za 20 minut będzie w domu. Trzeba coś wymyślić.

1. „Dam ci za to 25 tysięcy”

- Dam ci za to dwadzieścia pięć tysięcy – powiedział nagle
- Za co?
- Za seks
Stała tuż przed otwartą windą apartamentu. Gotowa do wyjścia. Długa, biało czarna chusta arafatka oplatające jej szyję zwisała jednym koniuszkiem tuż nad oliwkową połę żakietu. Przed sobą trzymała dwoma rękoma torbę, podróbkę Prady. Obcisłe ciemno zielone rurki ze sztucznej skóry opinały jej jędrne uda. I te szpilki. Jak ona mogła w nich tańczyć zeszłej nocy?
- Nie rozumiem.. Jak, „dam ci, 25 tysięcy”? – spytała rozbawiona.
Nawet nie mrugnął. Jego serce waliło nieprzytomnie. Siedział na sofie, rozparty, z jedną podwiniętą nogą, w rozpiętej koszuli, w mokasynach, bez skarpetek. Starał się opanować oddech. Dokładnie tak, jak był uczony na zajęciach dla VIP-ów w jednej z placówek odziedziczonych po CIA. Kurs, dotyczył umiejętności przetrwania w razie porwania. Ten akurat kawałek traktował o umiejętności oszukiwania wariografu.
Właśnie teraz oszukiwał wariograf.
Przeleciał w pamięci zalecenia Dave’a – „licz do trzech i wydech, do dwóch i wdech, do trzech i wydech”. Okej, zadziało. Serce zwolniło. „Jestem spokojny…”
- Jak zrobisz ze mną jeszcze raz, to samo… Ale teraz świadomie. Zapłacę ci dwadzieścia pięć tysięcy złotych – powiedział wolno – Chce takiego samego seksu, chcę tego co zrobiliśmy tej nocy. Dokładnie. I z tymi samymi baśniowymi elementami.
Nie śmiała się już. Jakby zrozumiała.
- Kurwa, kim ty jesteś?! 25 tysięcy za zwykłe pierdolenie?! – prawie krzyknęła
- Nie zwykłe..
- Pomimo wszystko to był tylko seks. No, może trochę inny. Bardziej…- zawahała się – urozmaicony
- Dwadzieścia pięć tysięcy jak zjawisz się tutaj jutro o dwudziestej.. Może być o dwudziestej? Okej? Zanim to zrobimy, włożysz do torby dwadzieścia pięć tysięcy, złotych, ok?
- Ja pierdolę…- wypaliła od razu – Co za świr! Ty jesteś kurwa jebnięty?! A już chciałam powiedzieć, że było ekstra.
Odwróciła się na pięcie i weszła do windy dedykowanej specjalnie dla „president’s apartament”.

Jak on to powiedział? „Baśniowymi elementami”? O ja pierdolę, co za typas! – pomyślała odwracając się. Patrzyli na siebie jeszcze przez dobrą chwilę, zanim bezszelestne, ażurowe drzwi odgrodziły ich od siebie. Chciała wcisnąć przycisk ale stangret ją uprzedził. Nie zauważyła tego faceta. Jego surdut, czapka, a nawet białe rękawiczki idealnie zlewały się z przestrzenią windy.