..polska żałość, smutek pesymistów, tfu!

Czy zastanawialiście się kochani, dlaczego z taką atencją graniczącą wręcz z uwielbieniem, my Polacy, podchodzimy do dzieł, dziełek, prac filmowych, literackich a nawet muzycznych traktujących o biedzie, niedoli, cierpieniu i w ogóle chujowiźnie? Dlaczego rodakom zawsze bliżej będzie do przedstawiania rzeczywistości w ciemnych ponurych barwach niż do, powiedzmy, opisywania świata w kolorach jasnych, ciepłych, opisywania go z aprobatą i zrozumieniem? Dlaczego, jeżeli ktoś w sferze sztuki, czy też szeroko rozumianej kultury krzyczy „kurwa, jaki jestem nieszczęśliwy, a świat jest taki podły, a bliźni są skurwysyńscy i do dupy” jest traktowany z dużo większym respektem i uwagą, od kogoś, kto w tejże sferze opowie swoją historię ze zmrużeniem oka, dowcipem czy po prostu przyzna „jest O.K”.
Wiecie kochani dlaczego tak się dzieje?
Dlaczego filmy „Cześć Tereska” czy „Edi” czy większość cyklu pod tytułem „Pokolenie 2000”, czy dokumenty na przykład „Arizona” lub „Blokersi” albo teksty muzyków typu Peja, „Cool kids of dead’s” taktujące o chujowiźnie mentalnej, umysłowej biedzie, zgniliźnie, braku perspektyw i wszystkich tych gadżetach pod tytułem „olaboga jaki dramat” są bardziej przez publikę wychwalane jako te „jedynie prawdziwe i do bólu szczere”? Dlaczego piosenka Kukiza „Jest jak jest” kretyńska, całkowicie grafomańska pod każdym względem, utrzymywała się tak długo na topie, i nawet zawodowi krytycy nie śmieli wytknąć owemu stworkowi infantylizmu i kompletnej płycizny?
Wiecie dlaczego?
Otóż z powodu a u t e n t y c z n e j polskiej biedy, polegającej na tym, że jak nie biadolisz to Ciebie nikt nie będzie słuchał!
Im w bardziej tragicznych barwach opisujesz rzeczywistość i twoje w nią uwikłanie, tym jesteś „inteligentniejszy, wrażliwszy i dojrzalszy..”

W naszym kraju, dobre nie może dobre. Aby było dobre, musi być złe!

Nawet życie rodzinne i seksualne powinno być fatalne złe i do dupy, żebyś został zauważony lub by stwierdzono, że „o, ten to ma coś do opowiedzenia..”

Jeżeli tworzysz więc obrazek rodaku, to wystarczy, że sfilmujesz śmietnik, melinę, więzienie lub upadający PGR, a bohaterem tej „głębokiej opowieści z morałem” uczynisz żura, kryminalistę, alkoholika lub narkomana, to zaufaj mi najmilejszy, wyniesiony zostaniesz na piedestały jako ten, który „nie obawia się opowiadać o drażliwych sprawach”.
Jeżeli zaś rzeźbisz w słowie, to wypierdol mój drogi przyjacielu wszystkie te określenia, które nie kojarzą się z poniżeniem, zeszmaceniem, degrengoladą, nihilizmem, nienawiścią i ekskrementami, a większość odbiorców uzna, że operujesz „ciekawym językiem i interesującymi skojarzeniami”.
Nie dość tego: każą innym brać z ciebie przykład!
Tfu!
Miernota!